Nasza połowa pracy

каббалист Михаэль ЛайтманKongres w New Jersey „Zamykając krąg“. Lekcja 1

Sztuka przygotowania

Kabaliści ujawnili, że naukę kabały można podzielić na dwie części:

– pierwsza część – to przygotowanie do studiowania systemu zarządzania i opatrzności, przygotowanie do zapoznania się ze Stwórcą.

– a druga część – to studiowanie działań Stwórcy.

Jego działania studiujemy za pomocą pierwotnych kabalistycznych źródeł, takich jak „Wstęp do nauki Kabała“, „ Nauka dziesięciu Sfirot“, artykułów naukowych Baal HaSulama.

Problem jest w tym, że jeśli je zwyczajnie przeczytamy, to tak naprawdę niczego nie zrozumiemy. Można coś sobie wyobrażać i oszukiwać się, że rozumiemy co jest napisane – ale w rzeczywistości tak nie jest.

Przecież badamy nieznany świat, system, który wprawia w ruch ukryta przed nami Wyższa Siła.Tego systemu nie czujemy i dlatego nie chwytamy prawdziwego znaczenia słów. Tak jak dziecko jest bezradne wobec wyjaśnień dorosłych, do których jeszcze nie dojrzało.

Wynika z tego, że najważniejszą częścią nauki, skierowanej na odkrycie Stwórcy, jest przygotowanie. To z kolei zawiera w sobie mnóstwo podrozdziałów, a w całości nazywa się „Torą“.

Na przygotowawczych etapach musimy zebrać ludzi faktycznie dążących do odkrycia Stwórcy. Ludzi, którzy rozumieją, że „Stwórca“- to siła darowania, którą będą musieli odkryć w sobie, wewnętrznie się zmieniając, przestawiając się z otrzymywania na obdarzanie. Będą musieli porzucić swój egoizm, będą musieli zmienić swoje dotychczasowe podejście do życia.

To wszystko – nie w słowach, bez względu jakimi pięknymi one by nie były. Nie, kabała – to praktyczna nauka. Pracujemy nad „materiałem“, w który wprowadzane są zmiany, a tym materiałem jesteśmy my sami.

Wniosek z tego, że musimy połączyć się w grupę, w dziesiątkę, żeby pod presją ze strony nauczyciela i grupy zacząć się zmieniać, z własnej woli lub nie. Szczerze mówiąc, z własnej woli tego nie zrobimy. Ale jest podstawowa zgoda, a reszta odbywa się pod naciskiem, wbrew naszej naturze, która tego nie chce.

Wpuścić w siebie przyjaciół

Wszystko realizuje się dzięki temu, że każdy z nas na siłę stara się uniżyć i jakoś podłączyć do przyjaciół. Uwalniam w sobie jakiś segment, sektor, w który przyjaciel może wejść. Następnie uwalniam inną część i jeszcze i jeszcze, dopóki wszyscy przyjaciele mnie nie wypełnią. W rezultacie, niweluję się do zera, a przyjaciołom zostawiam 100%.

Na ile przyjaciele wypełniają mnie – w takiej mierze czuję Stwórcę. Przecież, w rzeczywistości nie ma przyjaciół – to Stwórca „bawi się” ze mną i w taki sposób ukazuje mi się pod postacią różnych ludzi. Dlatego nasz nauczyciel Rabasz pisał, że za każdym przyjacielem powinienem widzieć Stwórcę. Tutaj jest niemożliwe, aby wyprzedzić wydarzenia – to przyjdzie samo.

W miarę tego, jak uwalniam w sobie miejsca, gdzie zamiast mojego egoizmu, mogą wejść przyjaciele – w takim stopniu odkrywam Stwórcę. Dla mnie On i oni nie różnią się od siebie.

Przyjaciele wypełniają miejsce mojego egoizmu – a to oznacza, że zaczynam kochać ich, a nie siebie. W rezultacie z miłości do nich zyskam miłość do Stwórcy. I zachodzi to dosłownie tam, gdzie wcześniej rządził egoizm.

Ubranie dla egoisty

Całe powodzenie naszego zaangażowania – odkryć wieczny, idealny świat i żyć w nim – zależy od przygotowania, od tego na ile uda nam się połączyć ze sobą.

Do tego naszego połączenia wymagana jest specjalna praca. Powinienem urzeczywistniać działania, zależące ode mnie – i zostawić miejsce dla działania Siły Wyższej, która w tym przypadku określana jest jako „światło otaczające“ (Or Makif) lub „Światło powracające do źródła“ albo „Światło Tory“ lub po prostu „Tora“.

Jest to taka siła, że jeśli ja byłbym gotowy wyrzec się swojego egoizmu, to ona przychodzi i faktycznie naprawia mnie. Nawet jeśli w rzeczywistości nie byłem gotowy pójść do końca, a nawet przestraszyłem się własnych aspiracji – to nie ma znaczenia. Dzisiaj jesteśmy takimi małymi egoistami i taka jest nasza praca.

Musimy starać się jak najwięcej przybywać ze sobą, jeśli to możliwe bardziej łączyć się i pozostawić światłu możliwość działania na nas.

To nie znaczy, że biegnę przytulać wszystkich w szczerej i wierniej miłości.

Nie, ja wiem, że ode mnie zależy tylko połowa pracy a reszta zależy od wyższego światła. Ono przedstawia sobą siłę darowania i ono może nadać mi tę właściwość – tak, abym się nią napełnił.

Wtedy, w miarę wypełniania się właściwością darowania, zaczynam rozumieć i czuć, co to takiego rzeczywistość przeciwna do naszej. Ja jakby nakładam ją na siebie.

Jednocześnie moja wcześniejsza natura nie znika. Tam w głębi pozostaję wypalonym, zgniłym, strasznym egoistą, ale na wierzch nakładam nowe ubranie darowania i miłości, podobnie jak Stwórca.

Oto dlaczego człowiek nazywa się Adam – to znaczy „ podobny“ (domeh) do Stwórcy w Jego właściwościach.

Z pierwszej lekcji kongresu w New Jersey 24.07.2015